On the road again.. jak mowi stara piesn...chyba

Trip Start Apr 29, 2011
1
16
215
Trip End Feb 01, 2012


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of Australia  , Northern Territory,
Tuesday, May 17, 2011

Wrocmy do tematu pustynii… Jako, ze jedziemy dzisiaj 400km a dookola piach warto troche na ten temat podywagowac.

Rano obserwujemy zawsze stada krazacych woklo drogi jastrzebi, sa to piekne , majestatyczne ptaki.

Potem juz okolo poludnia znikaja z horyzontu by pojawic sie dopiero poznym popoludniem. I jedzie sie tak pusta droga I zaczyna zastanawiac czy tam na horyzoncie pojawi sie zakret, czy nie. Czy termity buduja swoje domki z ziemi czy moze z odchodow. Jak dziwnie wygladaja te ich kopce, jakby duchy czajace sie za drzewami podgladajace kazdy ruch na drodze. Czy mijane na poboczu szare cielsko to krowa czy moze nosorozec… W tle nieustannie meczy sie jakas muzyka , mloda czesto ja oprotestowuje domagajac sie swojego repertuaru I niestety za zwyczaj wygrywa. Sluchamy wtedy szlagieru: "jutro pojedziemy do ZOO", ostatnio jednak ze stoickim spokojem zakladam zatyczki do uszu I dustansuje sie od muzyki ktorej nie moge juz strawic. Jesli mloda w koncu pada na godzine lub 2 podczas jazdy wtedy mamy czas na relaks I czas uplywa nam na sluchaniu staroci typu Modern Talking, ale trafia sie tez Wioletta Villas z “ rudym rydzem”, ktory idealnie komponuje sie z kolorem pustynii.

Podsumowujac Red Centre jako ze z niego juz wyjezdzamy: pustynia nie jest sucha, po drodze spotyka sie sporo zwierzat I ptakow. Aborygeni nie robia zbyt ciekawego wrazenia (daleko im do piekna dzikich ludzi z folderow biur turystycznych), a darmowe kempingi maja fantastyczne klimaty. Warto jest przejechac to kilka tysiecy kilometrow I obserwowac to wszystko okiem turysty. Mieszkac bym tu jednak nie chciala.

Z ciekawostek: nawet po srodku niczego mozna spotkac patrol policji, ktory w szczerym polu, z daleka od monopolowego I w ogole jakiejs cywilizacji (300km w kazda strone) sprawdzi twoj stan trzezwosci ( a co)- przytrafilo nam sie to dzisiaj I bylismy w niezlym szoku.

Po 400km I zalapaniu sie na ostatnie, wolne miejsce (!!!!) na darmowym miejscu kempingowym (ale fart) Marian po jednym piwie byl gotow I zaczal glosno spiewac w dodatku przy ludziach o starym piwie. Dobrze ze po polsku, bo bylo nie bylo , ale caly czas jestesmy w strefie bezalkoholowej…

A potem przyszedl wieczor I australijski zachod slonca. Byla to ceremonia pt:”umarl krol,niech zyje krol”. Tylko tutaj obserwuje sie takie zchody- slonce podswietla na rozowo chmury od dolu, w tym czasie ksiezyc wylania sie na horyzoncie… bezcenne.

W tle cichutko saczyla sie muzyka z lat 50-tych (srebrne lisy przypominaja sobie mlodosc).

Super relaks gdyby nie to, ze Marian z mloda poszli na spacer I zgineli… Po 2 godzinach wyruszylam na poszukiwania (telefon sat w jednej rece w drugiej bandaz) okazalo sie jednak, ze byli 3 przyczepy dalej! Dosiedli sie do ludzi z Brisbane ktorzy tak jak my sprzedali dom I podrozuja dookola bloku. Oni maja jednak trudniej bo ich dzieci musza uczyc sie przez Internet. Czyli nie tylko nas ponioslo.
Slideshow Report as Spam
  • Your comment has been posted. Click here or reload this page to see it below.

  • You must enter a comment
  • You must enter your name
  • You must enter a valid name (" & < > \ / are not accepted).
  • Please enter your email address to receive notification
  • Please enter a valid email address

Use this image in your site

Copy and paste this html: