Odcinek 72 czyli o dobrodziejstwie deszczu

Trip Start Jan 31, 2013
1
72
111
Trip End Jun 15, 2013


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

, Prowincja Louangphrabang,
Monday, May 6, 2013

O ironio! Chyba za bardzo zachwalalem piękno Luang Prabang we wczorajszym wpisie, bo oto nad miasto nadciagnely wielkie czarne chmury i z nieba lunal potężny tropikalny deszcz. Co wiecej prognoza mówi ze będzie tak przez najbliższy.....tydzień. Troche to komplikuje plany zwiedzaniowe ale z drugiej strony inspiruje do innych aktywności, tych pod dachem lub choćby zadaszeniem. Przede mną masaże, spa, wykwintne dania kuchni fusion laotanskiej i french cuisine oraz popołudniowe cocktaile. Tez da sie przeżyć ;-)

Deszcz dudni potężnie o dachy Maison Dalabua, po scianach biegają małe jaszczurki a chmura wazek, ktore zwykle mieszkają nad stawem szuka schronienia przed deszczem w zakamarkach korytarzy hotelu. W powietrzu panuje miły chłód, za którym tak tesknilem przez ostatni miesiąc.

Najsłynniejsza laotanska restauracja w miescie Tamarind właśnie zamknęła swoje podwoje na najbliższe 2 tygodnie, będę wiec musiał znaleźć alternatywę, na szczęście jest w czym wybierać. Setka restauracji, barów, jadlodajnia na każda kieszeń. Eleganckie francuskie piekarnie z croissantami i bagietkami i pewnie pyszna kawa, której już nie pije. Francuski sznyt widać tez na każdym kroku w dziedzinie alkoholi. Pastis, francuskie wina w dużym wyborze.

Tradycyjna kuchnia Lao jest podobna do wietnamskiej z duża ilością świeżych warzyw i ziół ale z dodatkiem ostrych tajskich przypraw, a wiec idealna dla mnie kombinacja. Może jakiś kolejny kurs gotowania....? Na razie zasmakowalem w yam czyli pikantnej sałatce z makaronu ryzowego i świeżych warzyw i ziół.

Na szczęście jak to z deszczem bywa kiedyś przechodzi i w południe ruszam na pierwsze zwiedzanie atrakcji LP. W samym środku miasta wyrasta wysoka na ponad 100 metrów góra Mt. Phousi, na której szczycie znajduje sie świątynia buddyjska, jedna z ponad 30! w LP, a w jaskini nieopodal świątyni odcisk stopy Buddy. Żeby sie tam dostać trzeba wspiac sie na 332 schody z kretymi kamiennymi poreczami wygladajacymi jak wielkie węże. Z góry roztacza sie widok na całe miasto, mekong i góry zasnute podeszczowymi mglami.

Ale oto wychodzi słońce, znów robi sie gorąco i trzeba sie schronić pod drzewem medytujac wolno płynąca wodę w rzece, obserwując przeplywajace lodzie i saczac BeerLao. Potem wizyta w pałacu królewskim, w którym zgromadzono pamiątki i osobiste rzeczy ostatniej pary królewskiej, która rządziła tu do 1975 roku. Wsród ciekawostek dary rożnych delegacji państwowych, rownież polskiej. I tak para królewska dostała swego czasu pewnie z rak Gierka albo Gomolki srebrna patere z syreną warszawska oraz miniature szczerbca. Nie popisali sie, taki Richard Nixon sprezentowal 2 auta i kamień księżycowy przywieziony z misji Apollo 11.

No a potem biegnie co tchu bo w moim hotelu rozpoczyna sie happy hour. Nic tak nie relaksuje jak drink z widokiem na staw i niezobowiazujaca lektura. Gdy zajdzie słońce zrobie jeszcze mała rundke na bazarek. No piękne jest to życie na bezrobociu...
Slideshow Report as Spam
  • Your comment has been posted. Click here or reload this page to see it below.

  • Please enter a comment.
  • Please provide your name.
  • Please avoid using symbols in your name.
  • This name is a bit long. Please shorten it, or avoid special characters.
  • Please enter your email address to receive notification
  • Please enter a valid email address

Use this image in your site

Copy and paste this html: