A beautiful latino province
Trip Start
Oct 25, 2008
1
10
55
Trip End
Ongoing
POLSKI:
Siedze w Starbucks`ie w San Juan (czytaj: San Huan) w Portoryko, przetaszczylam laptopa przez pol miasta I wlasnie odkrylam, ze nie maja tu Wi-Fi. W Starbucksie!?!?! Ahh wkurzylam się. Teraz musze czekac na chłopaków, którzy przyjda po mnie, jak obejda wszystkie sklepy. A wtedy pewnie będzie za pozno, żebym szukala Internetu jeszcze gdzie indziej.
Wczoraj była impreza pozegnalna naszego managera od laboratorium, czyli głównej szychy w dziale fotografii na statku, zaraz po biznes managerze. Jomar wraca do domu po 11,5 miesiacach. Szalony człowiek z Filipin! W ciagu tych 10 dni najwięcej o fotografii nauczylam się wlasnie od niego. Z jednej strony smutne to troche, ze ciagle ktos zaczyna kontrakt, a ktos konczy. Ledwo zdazysz się z kims zaprzyjaźnić, a już musisz się zegnac. Z drugiej strony, (zwykle) 6-cio-miesieczne kontrakty pociągają za soba rotacje.
San Juan jest, jak do tej pory, najladniejszym miejscem, do którego przypłynęliśmy. Starowka jest malownicza i sliczna. Waskie uliczki, kolorowe kamienice, z gory widok na morze z pieknym, stromym wybrzeżem. Istne cudo! W każdym miejscu, do którego przypłyniemy, mam jakies 3-4 godz na zwiedzanie. Wiadomo, ze w tym czasie nie jestem w stanie zobaczyc wszystkiego. Ale, ponieważ do każdego z tych miejsc przypłynę jeszcze nie raz, to będę mogla zobaczyc znacznie wiecej, niż Goscie ze statku. Kawalek po kawalku, ale zawsze. Naprawde, podróżowanie to najlepsza czesc tej pracy. Gdy jesteśmy na morzu, pracujemy po 14h dziennie, caly czas na nogach. Rano wykladasz na panele w galerii zdjęcia, które robiliśmy poprzedniej nocy, potem do poludnia sprzedajesz zdjęcia i sprzet fotograficzny. Potem masz przerwe, wracasz po paru godzinach, rozkladasz studia z roznymi tapetami (biala, czarna, schody z Titanica, plaza, zachod słońca, las itp.). Potem masz 45 min na to, żeby wziąć prysznic i wbic się w garnitur (od 18tej nosimy bardziej elegancki uniform), no i zaczynasz robic zdjęcia portretowe. Co 1,5h masz przerwe . Oczywiście, jest rotacja z dyzurach, czasem wieczorem stoi się w galerii i sprzedaje zdjęcia, czasem robi się zdjęcia w restauracjach. A gdy jesteśmy w porcie, dochodzi gangway, czyli zdjęcia przy wyjsciu na lad - dobre dla ludzi z duza doza energii, wolących swieze powietrze (choc często parne i gorace) raczej niż klimatyzacje na statku. Ale za to w porcie możesz isc zwiedzac, a na morzu jestes po srodku niczego. Czasem o tym zapominam, i jak patrze przez okno to mam odruch "ojejku".
Chyba nie wysle tego dzisiaj, ale przynajmniej mam napisany plik w Wordzie. Jak dostane się W KONCU na bezprzewodowy Internet, to wrzuce zdjęcia i wkleje pliki z tekstem. A teraz buzi buzi, ide dalej podziwiac cudowne San Juan.
ENGLISH:
coming soon...
Siedze w Starbucks`ie w San Juan (czytaj: San Huan) w Portoryko, przetaszczylam laptopa przez pol miasta I wlasnie odkrylam, ze nie maja tu Wi-Fi. W Starbucksie!?!?! Ahh wkurzylam się. Teraz musze czekac na chłopaków, którzy przyjda po mnie, jak obejda wszystkie sklepy. A wtedy pewnie będzie za pozno, żebym szukala Internetu jeszcze gdzie indziej.
Wczoraj była impreza pozegnalna naszego managera od laboratorium, czyli głównej szychy w dziale fotografii na statku, zaraz po biznes managerze. Jomar wraca do domu po 11,5 miesiacach. Szalony człowiek z Filipin! W ciagu tych 10 dni najwięcej o fotografii nauczylam się wlasnie od niego. Z jednej strony smutne to troche, ze ciagle ktos zaczyna kontrakt, a ktos konczy. Ledwo zdazysz się z kims zaprzyjaźnić, a już musisz się zegnac. Z drugiej strony, (zwykle) 6-cio-miesieczne kontrakty pociągają za soba rotacje.
San Juan jest, jak do tej pory, najladniejszym miejscem, do którego przypłynęliśmy. Starowka jest malownicza i sliczna. Waskie uliczki, kolorowe kamienice, z gory widok na morze z pieknym, stromym wybrzeżem. Istne cudo! W każdym miejscu, do którego przypłyniemy, mam jakies 3-4 godz na zwiedzanie. Wiadomo, ze w tym czasie nie jestem w stanie zobaczyc wszystkiego. Ale, ponieważ do każdego z tych miejsc przypłynę jeszcze nie raz, to będę mogla zobaczyc znacznie wiecej, niż Goscie ze statku. Kawalek po kawalku, ale zawsze. Naprawde, podróżowanie to najlepsza czesc tej pracy. Gdy jesteśmy na morzu, pracujemy po 14h dziennie, caly czas na nogach. Rano wykladasz na panele w galerii zdjęcia, które robiliśmy poprzedniej nocy, potem do poludnia sprzedajesz zdjęcia i sprzet fotograficzny. Potem masz przerwe, wracasz po paru godzinach, rozkladasz studia z roznymi tapetami (biala, czarna, schody z Titanica, plaza, zachod słońca, las itp.). Potem masz 45 min na to, żeby wziąć prysznic i wbic się w garnitur (od 18tej nosimy bardziej elegancki uniform), no i zaczynasz robic zdjęcia portretowe. Co 1,5h masz przerwe . Oczywiście, jest rotacja z dyzurach, czasem wieczorem stoi się w galerii i sprzedaje zdjęcia, czasem robi się zdjęcia w restauracjach. A gdy jesteśmy w porcie, dochodzi gangway, czyli zdjęcia przy wyjsciu na lad - dobre dla ludzi z duza doza energii, wolących swieze powietrze (choc często parne i gorace) raczej niż klimatyzacje na statku. Ale za to w porcie możesz isc zwiedzac, a na morzu jestes po srodku niczego. Czasem o tym zapominam, i jak patrze przez okno to mam odruch "ojejku".
Chyba nie wysle tego dzisiaj, ale przynajmniej mam napisany plik w Wordzie. Jak dostane się W KONCU na bezprzewodowy Internet, to wrzuce zdjęcia i wkleje pliki z tekstem. A teraz buzi buzi, ide dalej podziwiac cudowne San Juan.
ENGLISH:
coming soon...

