Where do I begin?
Trip Start
Oct 25, 2008
1
55
Trip End
Ongoing
POLSKI:
Byl zimowy, raczej deszczowy niz mrozny, dzien. Wiatr uderzal w szyby i przez niesforna szpare w starych oknach mojego pokoju, przedostawal sie do srodka. Bezczelny! Siedzialam pod kocem, ze swiadomoscia, ze powinnam zaczac pisac pierwszy rozdzial pracy magisterskiej. Pierwszy semestr czwartego roku studiow zblizal sie ku koncowi. Poniewaz w zyciu nigdy mi zajec nie za wiele - studia, praca w Camp America, wolontariat, itp., itd., zdecydowalam, ze dobrze by bylo pomyslec o wakacjach, no i przyszlym roku akademickim. Moja przyjaciolka Ania powiedziala kiedys, "mieszkanie w rodzinnym domu na piatym roku studiow uwazam za porazke", a ja zgadzam sie z nia w pelni. Poza tym, Opole stalo sie dla mnie za male. Od dluzszego czasu odnosilam wrazenie, ze zyjac w tym miescie, rozleniwiam sie, nie potrafie sie zmobilizowac do zrobienia niczego ponad swoje obowiazki; a nawet, jak juz sie zmoblilizuje i cos zorganizuje, np. pokaz slajdow ze Stanow, to przychodzi jedna,, dwie, maksymalnie trzy osoby, a dwa razy sie zdarzylo, ze nie przyszeld... nikt.
Siedzac tak w pieleszach, w pokoju o klaustrofobicznych wymiarach 1,6m x 4m, buszowalam po internecie z blizej nieokreslona checia znalezienia "czegos". Zajrzalam na strone www.dlastudenta.pl , bo czasem, poza ofertami pracy w McDonalds`ie czy Pizza Hut (nikomu nie ubliżając), mozna znalezc cos calkiem interesujacego. Nie spodziewalam sie jednak, ze odkryje tam taka perelke. Najpierw zobaczylam zdjecie liniowca-olbrzyma, a nastepnie nagłówek, ktory glosil cos w stylu: "Chcesz pracowac na statkach pasazerskich jako fotograf?". Z pelna ekscytacja przeczytalam cale ogloszenie i poczulam, ze w glowie zapala mi sie "zarowka". Natychmiast wyslalam swoje CV pod podany adres emailowy. Faktem jest, ze CV mam napisane tylko w j. angielskim, bo po polsku po prostu nigdy nie bylo mi potrzebne. Zawsze na wakacjach pracowalam albo za granica, albo amerykanskich, tudziez brytyjskich koroporacjach. Faktem jest tez to, ze moich potencjalnych polskich pracodawcow ten maly szczegol czasem odstraszal. Stwierdzilam, ze tym razem chyba jednak angielski powinien byc plusem, bo statki te, jak bylo napisane, plywaja po calym swiecie. "A co mi tam, jak sie na mnie poznaja, to mi odpowiedza". Na dole byl tez podany numer telefonu komorkowego. Zdecydowalam, ze musze zadzwonic i dowiedziec sie czegos wiecej o tej pracy. Przyznam, ze fotografia interesuje sie od dawna, nigdy jednak nie pracowalam w tej branzy profesjonalnie.
-Halo?
-Dzien dobry, dzwonie w sprawie pracy na statkach
-Ale... ja njie po polskiu, can you speak English?
-Oh, sure, jasne ze mozemy rozmawiac po angielsku - takiego obrotu spraw sie nie spodziewalam, ale nie zestresowalam sie na tyle, zeby zapomniec jezyka w gebie - Chcialabym sie dowiedziec czegos wiecej o tej pracy na statkach pasazerskich; jakie sa wymagania, na czym polega ta praca... - na szczescie gdzies w pamieci, jakby na moj znak, odkodowalo mi sie nigdy przeze mnie nie uzywane wyrazenie "statki pasazerskie"/"rejsy wycieczkowe"
-Taak, dokladnie, praca jest na statkach, fotografuje sie pasazerow. Z wymagan, musisz miec bardzo dobry angielski - ale slysze, ze twoj angielski jest niemal perfekcyjny, skonczone 21 lat, nie palic... - facet miał akcent, którego nie moglam umiejscowic, choc bardziej amerykanski niż brytyjski. Mowil szybko i niewyraźnie.
-Hmm, to wydaje mi sie, ze spelniam te wymagania. Aha, wyslalam panu przed chwila na emaila swoje CV..
-Swietnie, przeczytam je, tylko, ze jutro, bo dzis jest niedziela..
-O kurcze, przepraszam, z podniecenia zupelnie zapomnialam!
-Nic nie szkodzi, jutro z pracy przeczytam swoje CV i ewentualnie zaprosze cie na rozmowe kwalifikacyjna.
-Dobrze, dziekuje i przepraszam za ten niedzielny telefon.
---
20 minut pozniej facet oddzwonil i stwierdzil, ze przeczytal juz moje CV i ze zaprasza mnie na rozmowe kwalifikacyjna.
Rozmowa odbyla sie na poczatku lutego w Krakowie, po skompletowaniu pewnych dokumentow. To byl jednak dopiero poczatek procesu rekrutacyjnego. Poniewaz przeszlam rozmowe pomyslnie, zostalam wpisana na liste 25ciu kandydatow, ktorzy mieli wziac udzial w kwietniowych dniach rekrutacji, tzw. assesment centre. Juz wtedy wiedzialam, ze nie bedzie to praca na wakacje, tylko na kilka lat. Bylam jednak zdecydowana i zadowolona z takiego obrotu spraw. W razie, gdyby mi ta praca nie wyszla, mialam w jeszcze w zanadrzu dwie opcje. Pierwsza byly studia na Uniwersytecie w Debry w Anglii, gdzie w rok mialam zrobic i otrzymac licencjat na kierunku Socjologia z Kulturoznawstwem. Druga opcja byl roczny program wymiany na uczelni w Indonezji, gdzie, prawdopodobnie na wyspie Bali, mialabym przez rok studiowac fotografie. Na razie, kazda z tych mozliwosci, byla dopiero w zalazku. Jak to sie wszystko potoczylo, mialo sie okazac kilka miesiecy pozniej...
ENGLISH:
It was a wintery, though rather rainy than freezing cold day. The wind was hitting panes and was getting inside through an unruly cleft in the windows. Cheeky one! I was sitting under a blanket with a thought that I should start working on the first chapter of my Masters Thesis. The first semester of the fourth year my studies was getting to an end. Because I have never had enough of activities in my life - studies, Camp America job, volunteer work, etc., etc., I`d decided that it would have been good to start thinking about the upcoming summer, as well as the next uni year. My friend Ania had said once: "I think that living in your family house during the fifth year of your studies is a definite failure", and I totally agree with her. Except for that, Opole [my hometown] had become too small for me. I`d had that impression for a while already, that living in this city makes me feel lazy, that I could not be bothered to do anything apart from my duties; even if I did so, organized something, e.g. a slide show from my trip to the United States, there would come one, maybe two, maximum 3 people, and a couple of times... nobody would show up.
While sitting at home, in a room of a certain claustrophobic size 1,6m x 4m, I searched on the internet with a willingness to find "something". I had a look at www.dlastudenta.pl website as, except for job offers at McDonalds or Pizza Hut (don`t get me wrong, I do not tend to insult anyone), you can find something pretty interesting sometimes. However, I wouldn`t even suppose that I`d find such a rare pearl there. Firstly I saw a picture of a huge liner, then I noticed a headline saying something like: "Would you like to work as a cruise ship photographer?". I read the offer all excited and could tell that something like a "bulb" was turning on in my head. Straight away I sent my CV to the email address left below the text. In fact I only have my CV written in English, simply because I never needed the one in Polish language. During my summer break I always used to work either abroad, or for American or British corporations. That fact might have scared my potential Polish employers away several times. I decided, that my English might be in plus this time as the ships were supposed to be cruising all over the world. "Whatever, if they find something there, they will get back to me". Below the offer I could also find a mobile phone number. I`d decided to call the number and find out more about the job. I must admit, that I`ve been interested in photography in a long time, but I`ve never worked professionally in that field.
-Hello?
- Dzien dobry, dzwonie w sprawie pracy na statkach [Eng.: Good afternoon, I`m calling because I`d like to find out more about the cruise ship job]
- Ale... ja njie... po polskiu, can you speak English? [But... I dont... Polish]
-Oh yeah, sure, we can speak English - I didn`t expect things would turn that way, though I did not get stressed out enough to forget how to speak English - I would like to find out more about the cruise ship job; what are the requirements, what is this job about... - thank God, my memory somehow recalled the phrase "cruise ship", never used by myself before
-Yes indeed, you`ll be working onboard, taking photographs of the passengers. About the requirements - you`ve got to have English on a very good level (but I can tell your English sounds almost perfect), you must be over 21, non-smoker... - the guy had an accent that I couldn`t place, although his English was more American than British. He was speaking fast and indistinctly.
-Well, I reckon I do fulfill the requirements. Ah, and I`ve just emailed you my CV...
-Excellent, I`m going to read it tomorrow, because today is Sunday...
-Blimey, I completely forgot because I was so excited!
-No worries, I`ll read your CV tomorrow and possibly will invite you to an interview
-Ok, thank you and apologizes for calling you on Sunday again.
---
20 min later on the guy called me back saying that he`d gone through my CV already and he`s inviting me to the interview.
The interview took place at the beginnings of February in Krakow, after having some documents completed. I went through it pretty smoothly, therefore I was put on a list of 25 candidates that were supposed to participate in hiring session, which actually was supposed to be an assessment centre and which was going to take place in April. Already then I knew it wasn`t going to be just a summer job, but a proper, permanent job for a few years. I was happy things turned that way though. In case it wouldn`t work out, I had two other options. The first one was about Social and Cultural Studies at University of Derby in England, where I was supposed to spend a year and get a Bachelors degree within that time. The second option was a student exchange programme at a university in Indonesia, where, probably in Bali, I`d have been studying photography for a year. For that moment, each of the opportunities was just beginning. How did all of them work out, I found out a few months later on.
Byl zimowy, raczej deszczowy niz mrozny, dzien. Wiatr uderzal w szyby i przez niesforna szpare w starych oknach mojego pokoju, przedostawal sie do srodka. Bezczelny! Siedzialam pod kocem, ze swiadomoscia, ze powinnam zaczac pisac pierwszy rozdzial pracy magisterskiej. Pierwszy semestr czwartego roku studiow zblizal sie ku koncowi. Poniewaz w zyciu nigdy mi zajec nie za wiele - studia, praca w Camp America, wolontariat, itp., itd., zdecydowalam, ze dobrze by bylo pomyslec o wakacjach, no i przyszlym roku akademickim. Moja przyjaciolka Ania powiedziala kiedys, "mieszkanie w rodzinnym domu na piatym roku studiow uwazam za porazke", a ja zgadzam sie z nia w pelni. Poza tym, Opole stalo sie dla mnie za male. Od dluzszego czasu odnosilam wrazenie, ze zyjac w tym miescie, rozleniwiam sie, nie potrafie sie zmobilizowac do zrobienia niczego ponad swoje obowiazki; a nawet, jak juz sie zmoblilizuje i cos zorganizuje, np. pokaz slajdow ze Stanow, to przychodzi jedna,, dwie, maksymalnie trzy osoby, a dwa razy sie zdarzylo, ze nie przyszeld... nikt.
Siedzac tak w pieleszach, w pokoju o klaustrofobicznych wymiarach 1,6m x 4m, buszowalam po internecie z blizej nieokreslona checia znalezienia "czegos". Zajrzalam na strone www.dlastudenta.pl , bo czasem, poza ofertami pracy w McDonalds`ie czy Pizza Hut (nikomu nie ubliżając), mozna znalezc cos calkiem interesujacego. Nie spodziewalam sie jednak, ze odkryje tam taka perelke. Najpierw zobaczylam zdjecie liniowca-olbrzyma, a nastepnie nagłówek, ktory glosil cos w stylu: "Chcesz pracowac na statkach pasazerskich jako fotograf?". Z pelna ekscytacja przeczytalam cale ogloszenie i poczulam, ze w glowie zapala mi sie "zarowka". Natychmiast wyslalam swoje CV pod podany adres emailowy. Faktem jest, ze CV mam napisane tylko w j. angielskim, bo po polsku po prostu nigdy nie bylo mi potrzebne. Zawsze na wakacjach pracowalam albo za granica, albo amerykanskich, tudziez brytyjskich koroporacjach. Faktem jest tez to, ze moich potencjalnych polskich pracodawcow ten maly szczegol czasem odstraszal. Stwierdzilam, ze tym razem chyba jednak angielski powinien byc plusem, bo statki te, jak bylo napisane, plywaja po calym swiecie. "A co mi tam, jak sie na mnie poznaja, to mi odpowiedza". Na dole byl tez podany numer telefonu komorkowego. Zdecydowalam, ze musze zadzwonic i dowiedziec sie czegos wiecej o tej pracy. Przyznam, ze fotografia interesuje sie od dawna, nigdy jednak nie pracowalam w tej branzy profesjonalnie.
-Halo?
-Dzien dobry, dzwonie w sprawie pracy na statkach
-Ale... ja njie po polskiu, can you speak English?
-Oh, sure, jasne ze mozemy rozmawiac po angielsku - takiego obrotu spraw sie nie spodziewalam, ale nie zestresowalam sie na tyle, zeby zapomniec jezyka w gebie - Chcialabym sie dowiedziec czegos wiecej o tej pracy na statkach pasazerskich; jakie sa wymagania, na czym polega ta praca... - na szczescie gdzies w pamieci, jakby na moj znak, odkodowalo mi sie nigdy przeze mnie nie uzywane wyrazenie "statki pasazerskie"/"rejsy wycieczkowe"
-Taak, dokladnie, praca jest na statkach, fotografuje sie pasazerow. Z wymagan, musisz miec bardzo dobry angielski - ale slysze, ze twoj angielski jest niemal perfekcyjny, skonczone 21 lat, nie palic... - facet miał akcent, którego nie moglam umiejscowic, choc bardziej amerykanski niż brytyjski. Mowil szybko i niewyraźnie.
-Hmm, to wydaje mi sie, ze spelniam te wymagania. Aha, wyslalam panu przed chwila na emaila swoje CV..
-Swietnie, przeczytam je, tylko, ze jutro, bo dzis jest niedziela..
-O kurcze, przepraszam, z podniecenia zupelnie zapomnialam!
-Nic nie szkodzi, jutro z pracy przeczytam swoje CV i ewentualnie zaprosze cie na rozmowe kwalifikacyjna.
-Dobrze, dziekuje i przepraszam za ten niedzielny telefon.
---
20 minut pozniej facet oddzwonil i stwierdzil, ze przeczytal juz moje CV i ze zaprasza mnie na rozmowe kwalifikacyjna.
Rozmowa odbyla sie na poczatku lutego w Krakowie, po skompletowaniu pewnych dokumentow. To byl jednak dopiero poczatek procesu rekrutacyjnego. Poniewaz przeszlam rozmowe pomyslnie, zostalam wpisana na liste 25ciu kandydatow, ktorzy mieli wziac udzial w kwietniowych dniach rekrutacji, tzw. assesment centre. Juz wtedy wiedzialam, ze nie bedzie to praca na wakacje, tylko na kilka lat. Bylam jednak zdecydowana i zadowolona z takiego obrotu spraw. W razie, gdyby mi ta praca nie wyszla, mialam w jeszcze w zanadrzu dwie opcje. Pierwsza byly studia na Uniwersytecie w Debry w Anglii, gdzie w rok mialam zrobic i otrzymac licencjat na kierunku Socjologia z Kulturoznawstwem. Druga opcja byl roczny program wymiany na uczelni w Indonezji, gdzie, prawdopodobnie na wyspie Bali, mialabym przez rok studiowac fotografie. Na razie, kazda z tych mozliwosci, byla dopiero w zalazku. Jak to sie wszystko potoczylo, mialo sie okazac kilka miesiecy pozniej...
ENGLISH:
It was a wintery, though rather rainy than freezing cold day. The wind was hitting panes and was getting inside through an unruly cleft in the windows. Cheeky one! I was sitting under a blanket with a thought that I should start working on the first chapter of my Masters Thesis. The first semester of the fourth year my studies was getting to an end. Because I have never had enough of activities in my life - studies, Camp America job, volunteer work, etc., etc., I`d decided that it would have been good to start thinking about the upcoming summer, as well as the next uni year. My friend Ania had said once: "I think that living in your family house during the fifth year of your studies is a definite failure", and I totally agree with her. Except for that, Opole [my hometown] had become too small for me. I`d had that impression for a while already, that living in this city makes me feel lazy, that I could not be bothered to do anything apart from my duties; even if I did so, organized something, e.g. a slide show from my trip to the United States, there would come one, maybe two, maximum 3 people, and a couple of times... nobody would show up.
While sitting at home, in a room of a certain claustrophobic size 1,6m x 4m, I searched on the internet with a willingness to find "something". I had a look at www.dlastudenta.pl website as, except for job offers at McDonalds or Pizza Hut (don`t get me wrong, I do not tend to insult anyone), you can find something pretty interesting sometimes. However, I wouldn`t even suppose that I`d find such a rare pearl there. Firstly I saw a picture of a huge liner, then I noticed a headline saying something like: "Would you like to work as a cruise ship photographer?". I read the offer all excited and could tell that something like a "bulb" was turning on in my head. Straight away I sent my CV to the email address left below the text. In fact I only have my CV written in English, simply because I never needed the one in Polish language. During my summer break I always used to work either abroad, or for American or British corporations. That fact might have scared my potential Polish employers away several times. I decided, that my English might be in plus this time as the ships were supposed to be cruising all over the world. "Whatever, if they find something there, they will get back to me". Below the offer I could also find a mobile phone number. I`d decided to call the number and find out more about the job. I must admit, that I`ve been interested in photography in a long time, but I`ve never worked professionally in that field.
-Hello?
- Dzien dobry, dzwonie w sprawie pracy na statkach [Eng.: Good afternoon, I`m calling because I`d like to find out more about the cruise ship job]
- Ale... ja njie... po polskiu, can you speak English? [But... I dont... Polish]
-Oh yeah, sure, we can speak English - I didn`t expect things would turn that way, though I did not get stressed out enough to forget how to speak English - I would like to find out more about the cruise ship job; what are the requirements, what is this job about... - thank God, my memory somehow recalled the phrase "cruise ship", never used by myself before
-Yes indeed, you`ll be working onboard, taking photographs of the passengers. About the requirements - you`ve got to have English on a very good level (but I can tell your English sounds almost perfect), you must be over 21, non-smoker... - the guy had an accent that I couldn`t place, although his English was more American than British. He was speaking fast and indistinctly.
-Well, I reckon I do fulfill the requirements. Ah, and I`ve just emailed you my CV...
-Excellent, I`m going to read it tomorrow, because today is Sunday...
-Blimey, I completely forgot because I was so excited!
-No worries, I`ll read your CV tomorrow and possibly will invite you to an interview
-Ok, thank you and apologizes for calling you on Sunday again.
---
20 min later on the guy called me back saying that he`d gone through my CV already and he`s inviting me to the interview.
The interview took place at the beginnings of February in Krakow, after having some documents completed. I went through it pretty smoothly, therefore I was put on a list of 25 candidates that were supposed to participate in hiring session, which actually was supposed to be an assessment centre and which was going to take place in April. Already then I knew it wasn`t going to be just a summer job, but a proper, permanent job for a few years. I was happy things turned that way though. In case it wouldn`t work out, I had two other options. The first one was about Social and Cultural Studies at University of Derby in England, where I was supposed to spend a year and get a Bachelors degree within that time. The second option was a student exchange programme at a university in Indonesia, where, probably in Bali, I`d have been studying photography for a year. For that moment, each of the opportunities was just beginning. How did all of them work out, I found out a few months later on.


Comments
Re: fearless leader does it again.
You know what Peter? You`re the one that has something undescriptional, like... the sixth sense or whatever you call this. Why am I saying this? Because you said the word as Image is your fav subject, and the company I am agoing to work for is called... IMAGE!!! I am going to create memories, words - in my travel blog, and through images, for Image. You are priceless. Thanks!